Theme Layout

Boxed or Wide or Framed

Theme Translation

Display Featured Slider

Featured Slider Styles

Display Trending Posts

Display Instagram Footer

Dark or Light Style

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Szukaj na tym blogu

Sponsor

Search Blog

Featured Slider

About Me

Popular Posts

About Me

Patrzyłam na USA, stojąc na końcu świata! O Cabo da Roca



Wyobrażaliście sobie kiedyś, jak wyglądałoby miejsce, w którym kończy się świat? Byłaby to wielka ściana nie do przebicia, czy może czarna dziura nie do przeskoczenia? Dzisiaj wiemy, że nic takiego nie istnieje, ale zanim odkryto Amerykę, ludzie potrafili wskazać koniec świata. W ich świadomości świat kończył się oceanem rozbijającym się o skały, niknącym gdzieś za horyzontem. Obecnie tysiące turystów jeździ do Portugalii, by stanąć na ogromnym klifie, spojrzeć na ocean i chociaż przez chwilę poczuć ducha dawnych wierzeń i pragnień. 


Tu tętni duch odwagi i przygody, który popychał portugalskie karawele,
by odkrywały nowe światy dla starego świata.

Cabo da Roca to najdalej na zachód wysunięty punkt Europy kontynentalnej. Starożytni Rzymianie nazywali to miejsce Wielkim Przylądkiem, a podczas odkryć geograficznych mówiono, że jest to Skała Lizbony. Cabo da Roca znajduje się ok. 40 km od stolicy Portugalii i ma klifowy charakter. Z ogromnej wysokości (w najwyższych miejscach nawet do 140 m.n.p.m.) rozciąga się malowniczy widok na bezkres oceanu.


Tu się kończy ląd, a zaczyna morze.





Tu zawsze wieje i jest chłodniej, a patrząc w dół urwiska, rozbijają się o skały spienione fale. My mamy szczęście, bo świat traktuje nas łagodniej, zaskakując słońcem i spokojną wodą. Nie ma tu nic więcej oprócz oceanu, skał, latarni morskiej i kamiennego krzyża, na którym wyryte są cytowane wyżej słowa. Ok, są jeszcze żółte kwiaty, rosnące jakby na cześć wypływających stąd żeglarzy.
Wąska ścieżka prowadzi wzdłuż urwiska nieosłoniętego żadną barierką. Najodważniejsi podchodzą do samego brzegu, by zrobić sobie zdjęcie. Jest naprawdę wysoko, a kilka lat temu para Polaków straciła tam życie, podchodząc za blisko krawędzi. 

Podobno najpiękniej jest o zachodzie słońca. Podobno ścieżka doprowadzi nas do dzikiej plaży. Podobno, bo niestety nie sprawdzałam. 



Będąc tam na górze i patrząc przed siebie w chowającą się za mgłą niebieską wodę, patrzymy w stronę wielkich wieżowców Nowego Jorku. Dzieli nas tak mało, a zarazem tak wiele. Można sobie tylko wyobrażać co czuli ludzie po raz pierwszy płynący w stronę znikającego w oddali oceanu. To oni w tym miejscu tworzyli historię.


 

Jak dojechać z Lizbony:

Na stacji Rossio mieszczącej się w centrum miasta wsiadamy do pociągu jadącego do Sintry. I w Sintrze wysiadamy. Jest to ostatnia stacja więc na pewno jej nie przegapimy. Podróż trwa ok 40 min, a do Sintry dojedziemy na tym samym bilecie miejskim, którym jeździmy po Lizbonie. Więcej o biletach TUTAJ.
I teraz uwaga! Po przekroczeniu bramek peronu kierujemy się na prawo, na pierwszy przystanek. To bardzo ważne, bo za tym przystankiem jest jeszcze jeden, skąd autobusy zabiorą nas w inne miejsce. Zatrzymujemy się więc na tym pierwszym przystanku, czekając na autobus nr 403, którym dojedziemy do celu. Niestety tutaj musimy kupić już oddzielny bilet. Koszt przejazdu to ok. 5 euro. Możemy od razu kupić bilet powrotny, lub jak zrobiliśmy to my z Cabo da Roca udać się do Cascais-  turystycznego miasteczka z plażą. Autobus do Cascais złapiemy na jedynym przystanku na Capo da Roca. Jeżdżą co godzinę. A z Cascais do Lizbony wracamy pociągiem.


Przyjeżdżając do Lizbony naprawdę szkoda nie dotrzeć w to miejsce, o którym w swoich piosenkach wspomina nawet Anna Maria Jopek. Widoki, ogrom klifów, fal i oceanu po prostu zachwycają!








To kto chciałby się wybrać na koniec świata?

You Might Also Like

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

[name=Kasia] [description=czytajswiat@gmail.com]