Theme Layout

Boxed or Wide or Framed

Theme Translation

Display Featured Slider

Featured Slider Styles

Display Trending Posts

Display Instagram Footer

Dark or Light Style

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Szukaj na tym blogu

Sponsor

Search Blog

Featured Slider

About Me

Popular Posts

About Me

8 rzeczy, za które bardziej pokochałam Porto, niż Lizbonę



Jeśli będziecie planować wyjazd do Portugalii, lub jeśli to los taki wyjazd wam zaplanuje, nie wahajcie się ani chwili. Jeśli będziecie musieli spędzić ten czas w jednym mieście zastanawiając się, w którym, dam Wam zaraz jedną małą radę. Jeśli staniecie przed wyborem między Lizboną, a Porto, nie popełnijcie przypadkiem błędu. Odwiedźcie Lizbonę, a później pojedźcie do Porto. A jeśli naprawdę nie możecie... wybierzcie Porto!

Z Lizbony do Porto dostać się można autobusem firmy Rede Expressos i jest to najtańsza opcja. Koszt podróży to 20 euro. Autobus zatrzymuje się również w Fatmie, a do Porto dojeżdża w ok. 3h. Na chwilę obecną dworzec znajduje się obok ogrodu Jardim do Campo 24 de Agosto. Dokładny adres: Campo 24 de Agosto 125. Autobusy kursują bardzo często. Gdy weszliśmy na dworzec, na żadnej tablicy i żadnym autobusie nie było informacji, że jedzie on właśnie do Porto. Musieliśmy podejść do kasy, powiedzieć dokąd chcemy jechać, a później sprawdzić na bilecie, na które stanowisko się udać. Nie panikujcie więc (jak my przez chwilę), że jesteście nie w tym miejscu, w którym być powinniście ;-)



PORTO

Położone u ujścia rzeki Douro, zaraz obok Lizbony, największe miasto w Portugalii. Największe, a zarazem o wiele mniejsze i kameralne. Największe, a o wiele spokojniejsze i prostsze.
Nie było miłością od pierwszego wejrzenia.

Wysiedliśmy na małym, ciemnym dworcu autobusowym, ani trochę nie przypominającym dworca. Wyszliśmy na wąską, brukowaną uliczkę, która w żadem możliwy sposób nie zwiastowała tego co widzieliśmy później. Ciągnąc za sobą małe walizki, które co chwilę kółkami wpadały w niejedną dziurę, sami zastanawialiśmy się co robimy w tej dziurze. Nie wiedziałam jeszcze, że ta (o zgrozo!) dziura, nie będzie żadną dziurą, a jednym z ciekawszych miast jakie widziałam w życiu. Nigdy więc nie oceniajcie żadnego miejsca po krótkich chwilach spędzonych przy dworcu! Nie oceniajcie zanim nie traficie do centrum! Zanim nie pozbędziecie się ciążących w ręku i głowie walizek w pakiecie z myślą którędy do hotelu. I gdy lżejsi o te kilka rzeczy spacerem poszliśmy poznawać miasto, okazało się, że to właśnie to miasto na dobre pozwoli mi zauroczyć się Portugalią.


Idąc ulicą każdy kąt, każdy zakamarek, każdy zakręt woła, krzyczy, kusi, byś szedł właśnie w jego stronę, ale przecież nie możesz skręcić w pięć miejsc na raz, więc zastanawiasz się co wybrać, gdzie udać się teraz, bojąc się, że jak ruszysz w wybranym kierunku to już nie wrócisz i zapomnisz, że chciałeś skręcić jeszcze w prawo, bo skręcając w lewo znowu każdy kąt, każdy zakamarek i każde rozwidlenie będzie kusić czymś innym. Dlatego będąc w Porto nie oglądaj się za siebie i nie spoglądaj przed siebie, a ciesz się i doświadczaj tego co masz tu i teraz, by nie przegapić przypadkiem żadnego ważnego momentu.  

Co ma Porto, czego nie ma Lizbona? (albo ma, ale jakby mniej)


1. Przede wszystkim magiczny klimat. I to magiczny w sensie bardzo dosłownym, bo na każdym kroku możemy doszukiwać się odniesień do Harrego Pottera. Autorka tej książki 10 lat mieszkała w Porto, a ja spacerując jego ulicami widziałam wiele inspiracji, których w książce użyła Rowling. Od niezwykłej biblioteki (o której jeszcze napiszę), po mundurki szkolne, noszone przez portugalskich uczniów. Jeśli więc jesteś fanem Harrego Pottera, to nie wiem dlaczego nie było cię jeszcze w tym mieście. 



Klimat w sensie tego czegoś, co czuje się będąc w niektórych miejscach, takich jak te. Gdy słońce przyjemnie grzeje, okolica zachwyca, słychać gwar rozmów w mijanych kawiarenkach, w tle gra cicha muzyka, a kawałek dalej bezimienny tłum, na niewielkim placu tańczy tango. Gdy nie jest ani za zimno, ani za ciepło, ani za głośno, ani za cicho, gdy jest tak jak być powinno i mimo zmęczenia idealnie.
Lizbona też miała swój klimat- własny, niepowtarzalny, zupełnie inny. W Lizbonie wszystko było bardziej. Bardziej głośne, bardziej duże, bardziej kolorowe. Inne. Mnie tym razem kupiło mniej, ale piękniej, wy przekonajcie się sami. 





2. I Porto i Lizbona leżą nad rzeką. Lizbona nad Tagiem, Porto nad Douro. Oba brzegi w obu miastach łączy most. Po moście w Porto bez problemu się przespacerujesz podziwiając zachwycające widoki. Chociaż bez problemu to pojęcie względne, bo problem jest i nazywa się lęk wysokości, przez który w naszym przypadku pierwsze podejście dostania się na drugą stronę było totalnie nieudane i nawet powtarzane ciągle w głowie nie patrz w dół, w dół nie patrz, nic nie dało, gdy stawiając krok do przodu w wyobraźni widziałam puste szczeliny ogromnej przepaści między łączeniami. Życie. Później odkryliśmy dolne przejście, po którym i tak nie szło się przyjemnie, ale chociaż do przodu. I gdy byliśmy już po drugiej stronie, wdrapując się na punkt widokowy, zastał nas zachód słońca i widok, którego nie da się zapomnieć. 




3. Ocean i tramwaj. 
Lizbona słynie ze swoich żółtych tramwai, którymi jeżdżą turyści, ale przede wszystkim miejscowi. W Porto tramwaje są dwa, głównie turystyczne, z czego jeden zabierze nas prosto nad ocean.
A Porto nie chowa się do zatoki jak Lizbona, tylko dzielnie stawia czoła otwartej wodzie. Dojechać możemy tam jeszcze autobusem nr 500, ale kto wybierałby autobus, mogąc przejechać się takim cudem i to po torach biegnących nad samą rzeką!




Nas na miejscu zastaje chłód, wiatr i pochmurne niebo, ale dodaje to tylko uroku długiej wędrówce po kamiennej ścieżce, w głąb wzburzonego oceanu. 






4. Azelujos
Ceramiczne, cienkie płytki, z których słynie Portugalia. Zdobią budynki tworząc niezwykłe mozaiki, składające się na bogate w szczegóły obrazy. Spotkać je można zarówno w Lizbonie, jak i w Porto, ale to w Porto ich widok wprawił mnie w osłupienie, gdy nie przeczuwając niczego, na środku drogi nagle pojawił się taki kościół:




I gdy nie przeczuwając niczego (no dobra, wcześniej czytałam, że dworzec pokrywają te płytki), ale nie przeczuwałam, że wchodząc na dworzec zobaczę coś tak wspaniałego:




Ten niebieski widok naprawdę robi wrażenie! Idealnie położone, dopasowane, dopracowane mozaiki układają się dumnie w jeden z wielu symboli Portugalii.

5. Porto w Porto, mięso z mięsem i najlepsze kanapki świata.
Zacznę od punktu, który odwiedzić MUSICIE! Od punktu, w którym zjecie najpyszniejsze (i wcale nie najdroższe) kanapki! Knajpka jest mała, kameralna, schowana między uliczkami i ciężko tam trafić. Trochę błądziliśmy, chodziliśmy w kółko, kilka razy zrezygnowaliśmy, by po chwili podjąć kolejną próbę zlokalizowania tego miejsca. I jest! Niestety pełna... wiele szukania, trochę czekania, ale w końcu dostajemy stolik i możemy spróbować o co chodzi. A w Sandeira do Porto- KLIK (tu macie adres i więcej o miejscu) chodzi o kanapki, bardzo pyszne kanapki. I zapewniam, że takich kanapek jeszcze nie jedliście. 



Ale w Porto je się jeszcze inne kanapki. Z mięsem, innym mięsem, szynką, mielonym mięsem, jajkiem i serem, podawane z frytkami. Potrawa nazywa się Francesinha i tak jak w polskich górach musicie spróbować oscypka, na Sycylii lodów w bułce, tak w Porto powinniście spróbować tego. 




I popić wszystko Porto. Mocnym, słodkim i przepysznym winem!



6. Targ. 

Na deser polecam spacer po portugalskim targu. Nie polecam jednak i bardzo przestrzegam przed kupowaniem tam owoców, chyba że nie szkoda Wam dziesięciu euro na dwa kawałki kolorowej (i mało smacznej) pitaji. Tyle nieświadomi zapłaciliśmy za małe kawałki owoców! (!)









7. Ribeira. 

Lizbona ma Alfamę, Porto ma Ribeirę. Jej główny plac prowadzi w wąską sieć uliczek, w których należy się zgubić, pobłądzić, przespacerować, mijając porozwieszane wszędzie pranie. To pranie mogłoby uchodzić za kolejny symbol miasta. Wisi wszędzie, powiewa na wietrze i jest bardzo fotogeniczne ;-)






 8. Centrum.
Serce miasta, wyjątkowe i w stolicy, jednak nie tak kameralne, ciepłe, przyciągające wzrok jak w Porto. Równie rozśpiewane i wypełnione turystami. Podobnie jak w Lizbonie rozciągnięte na wzniesieniach. Długie ulice niknące gdzieś za horyzontem wypełnione wszystkim tym, czego tylko zapragniesz. Droga prowadzi prosto do miejsc, których na pewno nie przeoczysz, którymi się zachwycisz, których już nigdy nie opuścisz, bo zapamiętasz je na zawsze.




JAKIE JEST PORTO? 

Magiczne. Ciepłe. Słoneczne i niebieskie. Posiadające, podobnie jak Barcelona, niezwykłą moc wchodzenia pod skórę. Wolniejsze, cichsze od Lizbony, żyjące własnym, stałym tempem. Piękniejsze. Nie wiesz nawet kiedy rzuci na Ciebie swój urok i nie wypuści. Zawsze już tęsknić będziesz do jego zachodów słońca, gwaru miasta, do smaku wina i chłodu oceanu. Do smaku śniadań w portugalskich, wypełnionych od samego rana ludźmi kawiarń. Do zachwytów spotykanych na każdej ścieżce. Do podróży, z której zawsze musisz kiedyś wrócić, chociaż na zawsze chciałbyś zostać w tej jednej idealnej chwili, gdy nie martwisz się o nic, patrzysz przed siebie i cieszysz życiem. To miasto na krótką chwilę zatrzyma czas, zadziwi i nie pozwoli o sobie zapomnieć.



Warto jechać do Portugalii. Warto do Lizbony. 
Jednak to Porto wygrywa w moim własnym rankingu najpiękniejszych miejsc Portugalii.
;-)

You Might Also Like

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

[name=Kasia] [description=czytajswiat@gmail.com]