Theme Layout

Boxed or Wide or Framed

Theme Translation

Display Featured Slider

Featured Slider Styles

Display Trending Posts

Display Instagram Footer

Dark or Light Style

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Szukaj na tym blogu

Sponsor

Search Blog

Featured Slider

About Me

Popular Posts

About Me

Trapani- sycylijskie miasto, które Cię oczaruje



Rok temu, gdy Polskę witała deszczowa i szara jesień, mnie przez kilka dni budziło słońce, morze i gwar sycylijskiego życia. To właśnie ta część Włoch przyciągała mnie krajobrazami, egzotyką, mieszanką kultur i odmiennością od części kontynentalnej. Niestety ceny biletów skutecznie trzymały przy ziemi. Dopóki nie znalazłam tych tańszych, po sezonie wakacyjnym, do mniej popularnego Trapani. Nie zastanawiałam się długo nad kupnem, ale gdy musiałam się zastanowić nad planem zwiedzania, nagle okazało się, że miasto niby nudne, niby nieciekawe i niby nie ma w nim co robić. Trudno, przecież w zimnej Polsce tym bardziej.

Trapani to miejscowość w zachodniej części Sycylii. Ze względu na bliskie położenie lotniska, miejscowość stała się bardziej turystyczna. Mam wrażenie, że gdyby nie to- mało osób dotarłoby tutaj, a już na pewno nie wybrałoby miasta na bazę noclegową. Kto uwielbia zwiedzać, nie pozwiedza tu za wiele, kto uwielbia piękne plaże- może się rozczarować, a kto woli większe i popularniejsze miasta- pojedzie 100 km dalej, do Palermo. I nie będzie się nudził. Ale to właśnie z Trapani najłatwiej dostać się na Wyspy Egadzkie, do Erice, czy San Vito Lo Copo, które w tej części Sycylii zobaczyć trzeba.


Port lotniczy Trapani Birgi, od samego Trapani, oddalony jest o ok. 15 km. Lotnisko jest malutkie, na zewnątrz otoczone szarą trawą i żaden widok nie przypomina ci gdzie jesteś. Ostatni autobus do miasta odjeżdża o 00:30. Po wyjściu z samolotu, ogarnięciu życia i odnalezieniu właściwego przystanku, zostaje jakieś 40 minut czekania. Pojazd przyjeżdża o czasie. Bilety kupujemy w autobusie u kierowcy, z którym możemy dogadać się tylko i wyłącznie po włosku, co oznacza, że w naszym przypadku na migi lub w ogóle. Oddalamy się od lotniskowych traw, a ja czuję jakbym wciąż była w Polsce. Te same drzewa, te same pola, podobne budynki, miasteczka, a droga, po której jedziemy jest nawet tak samo dziurawa. Co z tą Sycylią?!

Wjeżdżamy do Trapani


A ja nadal nie widzę nic przy czym chciałabym się zatrzymać. Widzę małe, mało ciekawe i tak bardzo zwykłe, jak mi się wtedy wydawało, miasto. Stoję pod drzwiami hotelu, które mimo usilnego pukania i dzwonienia pozostają zamknięte. A przecież zaznaczyłam wyraźnie, że będziemy późno, przecież czytałam komentarze innych osób, że nie ma z tym problemu. A stoimy przed hotelem, w niezbyt ciekawej okolicy, który jest zamknięty i wygląda dokładnie tak jakby był zamknięty- teraz i zawsze. W wyobraźni widzę jak nocujemy zupełnie nigdzie, zmuszeni oddalić się w końcu z tego miejsca zupełnie donikąd. I gdy już chcemy realizować nasz plan B, bez planu B idąc "gdzieś", tak gdzieś z góry rozlega się głos:
  
- chcecie się tu zameldować??

Jakie jest prawdopodobieństwo, że w małym hoteliku, o 2:00 w nocy zameldowany jest Polak, który nie śpi i ma balkon nad samym wejściem? Jak widać duże, albo tego dnia równie dobrze mogłam wygrać w totka.

- właściciela nie ma, ale zaraz wam otworzę, to przynajmniej wejdziecie do środka.

Dostajemy numer do właściciela, który mieszka w pobliżu. Dzwonimy, a czekając aż przyjdzie słuchamy historii gdzie pojechać, co zobaczyć i dlaczego nie zostać w Trapani! Bo jakbym tego jeszcze nie wiedziała- tu nic nie ma.

Po kilkunastu minutach właściciel wolnym krokiem wchodzi do budynku. Widząc nas lekko się uśmiecha, wydmuchując dym z cygara, które trzyma w ustach. Na pogniecionej kartce papieru, którą wyjmuje z kieszeni, skreśla moje nazwisko. Cóż za rozwinięta technika meldowania gości! Prowadzi do pokoju, zostawia klucze i życzy miłego pobytu. Cygaro, pełen luz, uśmiech, życzliwość- cała Sycylia w jednym człowieku, którego przez cały pobyt już więcej nie zobaczymy.


Widok z naszego hotelewego okna



To zdarzenie, zmęczenie, odrobina nerwów i noc sprawiły, że piękno Sycylii rozmyło się gdzieś po drodze. Widziałam ją zupełnie inaczej, niż ją sobie wyobrażałam. Rano ponownie dałam jej szansę. A dzisiaj siedząc pod kocem, gdy za oknem szaro i pada, dałabym jej nieskończenie wiele szans, by móc przez chwilę pooddychać tamtym ciepłym powietrzem, raz jeszcze przepadając w sycylijskiej rzeczywistości. Chodźcie ze mną poznawać miasto.



Tutaj życie toczy się powoli. O poranku wychodzi się łowić ryby.




Lub idzie się je kupić




Na śniadanie można zjeść lody w bułce- jedno z moich większych kulinarnych zaskoczeń regionu! By później stwierdzić, że to najlepsze lody jakie jadło się w życiu!




Do Włoch mogłabym jeździć tylko po to, by jeść ich lody, wygrzewać się w słońcu i wolno spacerować wąskimi uliczkami, podziwiając poranne leniwie budzące się miasto, popołudniowe puste w czasie ich sjesty ulice i wieczorne tętniące rozmową i muzyką życie.

Tutaj starówka rozciąga się aż do portu, a spacer nią  ma swój urok zarówno w nocy, jak i w dzień. Wąskie, długie i otoczone wysokimi budynkami ulice dają cień i chronią od upałów, które zastały nas jeszcze w październiku. 




Miasto z jednej strony starówki otoczone jest portem, z drugiej strony fortem, po którym można spacerować bez końca, podziwiając morze. I jeśli nie jesteście przekonani czy zatrzymać się w Trapani, to właśnie to miejsce rozwiewa wszelkie wątpliwości. Dla tego widoku warto odwiedzić miasto, stanąć przed spokojną, lub wzburzoną wodą i oddychać tym widokiem wiedząc, że nigdy się go nie zapomni.





To w tej części miasta widziałam najpiękniejszy zachód słońca. 






I to w Trapani podziwiałam architekturę, nie znając się na architekturze. 
 


W Trapani mogłam sobie pozwolić na obiad zamówiony w restauracji, na codzienne jedzenie lodów, na poranną kawę i wieczorne wino kupione w knajpie- nie w supermarkecie, pite gdzieś z kartonu na schodach. Na próbowanie nowych, lokalnych smaków. Na siedzenie do późna, u przemiłego restauracyjnego gospodarza, przyglądając się rytmowi miasta. Mogłam sobie na to wszystko pozwolić, nie wydając miliona euro. Trapani naprawdę nie jest drogim miastem.








Czy warto?


Sycylii nie poznaje się będąc w jednym miejscu, a Trapani jest idealne pod względem swojego położenia i komunikacji z tą zachodnią częścią wyspy. Z miasta dotarłam wszędzie tam, gdzie dotrzeć chciałam, a wracałam do niego z przyjemnością, by znowu przejść się tymi urokliwymi uliczkami.

Trapani o poranku za każdym razem witało mnie słońcem, uśmiechem obcych ludzi i trąbieniem samochodów, gdy szłam na przystanek do portu, z którego jechałam za miasto. Złe wrażenie rozmyło się już pierwszego dnia, gdy tylko opuściłam hotel.

Trapani zobaczysz i przejdziesz w kilka godzin. Pierwszy raz leniwie włóczyłam się po mieście, wracając ciągle w te same miejsca, zamiast ścigać się z czasem, czy uda się zobaczyć wszystko. Faktem jest, że nie dało się nie wrócić, nie dało się zachwycać codziennie jego inną częścią, tak jak w Barcelonie, ale nie miałam tego poczucia, że coś mnie omija, że gdzieś dalej czekają na mnie inne atrakcje.


I tak żal było żegnać się z tym widokiem



You Might Also Like

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

[name=Kasia] [description=czytajswiat@gmail.com]