Theme Layout

Boxed or Wide or Framed

Theme Translation

Display Featured Slider

Featured Slider Styles

Display Trending Posts

Display Instagram Footer

Dark or Light Style

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Szukaj na tym blogu

Sponsor

Search Blog

Featured Slider

About Me

Popular Posts

About Me

Jak wygląda świat z 3555 m? Teneryfa i Wulkan Teide



Jest coś magicznego w przyglądaniu się światu z wysokości, we wspinaniu się wyżej i wyżej, w zdobywaniu szczytów i w podziwianiu ziemi znad chmur. Jest coś magicznego w otwartej przestrzeni, w drgającym powietrzu otaczającym rzeczywistość, w niknącym horyzoncie i oczach zmrużonych, próbujących nadać realne kształty rozmazanym, maleńkim wzorom tam w dole. Jest coś magicznego w nas stojących na wysokości, pokonujących swoje własne bariery i próbujących uchwycić moment często spełniających się marzeń. Zachwyt nad pięknem świata, nad chwilą gdy nie liczy się nic oprócz tego, że jesteśmy tutaj i patrzymy przed siebie, obejmując wzrokiem ten ogromny kawał świata.

Dlatego kochamy góry i słońce widziane z ich wysokości. Dlatego to punkty widokowe zatrzymują nas na dłużej. Dlatego cenimy wysiłek i te nadludzkie jeszcze trochę, tylko kawałek, przecież dam radę, by później, w jednej sekundzie zapomnieć o tym co wcześniej i przyznać przed sobą, że warto było, że ten widok, że na całe życie, że tak pięknie. 

Dlatego pojechałam na Teneryfę. Na tą wyspę, która kojarzyła nam się z turystycznym, kurortowym rajem, a na pewno nie z zachwytem i odkrywaniem. A to błąd. Bo nie jestem w stanie zliczyć tych wszystkich widoków, które zebrane razem składają się na jeden cudowny obraz całej wyspy. Nie jestem w stanie zliczyć wszystkich dróg i zatoczek i chmur i przepaści, otoczonych lasem, spalonych słońcem, tych ziem znad chmur. I z każdej strony wulkan, wierzchołek ogromnej góry, nadający tej wyspie charakteru. 



Wulkan Teide- 3718 m n.p.m. jest najwyższym szczytem w Hiszpanii i najwyższym szczytem w ogóle, na jakiejkolwiek atlantyckiej wyspie. Jest granicą między upalną, a tą chłodniejszą częścią wyspy. W starożytnym języku Teide znaczy piekielna góra. Kiedyś wierzono, że zamieszkują go złe duchy. Obecnie jego fauna i flora tworzą park narodowy, będący pod ścisłą ochroną. A jego krajobraz? Jest jak z innej planety.

Jechaliśmy wypożyczonym samochodem, a GPS kilka razy wskazał dziwną trasę, z której trzeba było zawracać, albo pokonywać niemal pionowe drogi małej wioski. Otaczał nas las i słońce, które próbowało przebić się przez korony drzew. Tabliczki z kolejnymi numerami wskazywały wysokość. Co jakiś czas pojawiały się zatoczki, w miejscach gdzie z góry można było podziwiać ocean. Byliśmy już tak wysoko, że chmury układały się nad nami, tworząc kołdrę tulącą się do drzew. Coraz chłodniejsze powietrze i coraz częstsze pytania, dlaczego tu tak zielono, gdy na zdjęciach było inaczej zajmowały nam myśli. I czy na pewno to właściwa droga?



Nie wiem kiedy zieleń zastąpił brunatny piasek i szare nieporośnięte niczym kamienie. Krajobraz zmienił się nie do poznania i wjechaliśmy w coś, co trochę przypominało ogromną pustynię, trochę niekończące się, amerykańskie proste drogi, które tak często oglądamy w filmach, a trochę i chyba najbardziej świat, który mógłby istnieć gdzieś na innej planecie.





Na wulkan można wejść o własnych silach, lub tak jak my skorzystać z kolejki linowej. Koszt biletu w dwie strony to 27 euro. Polecam kupić je przez internet by nie stać w ogromnej kolejce już tam na miejscu.  Uwaga: kolejka zatrzymuje się na wysokości 3555 m, a ilość osób, które wpuszczane są na sam szczyt jest ograniczona. Jeśli chcemy zobaczyć krater, musimy wypełnić dużo wcześniej specjalny formularz, który znajdziemy TUTAJ.

Z Teide niestety jest tak, że można mieć bilety, można mieć pozwolenie zdobyte już dwa miesiące wcześniej i można odliczać dni i czekać na ten moment zobaczenia tego wszystkiego na własne oczy. Można mieć to wszystko, by na miejscu okazało się, że pogoda nie taka, kolejka nieczynna, góra oblodzona i nie wpuszczą nas wyżej.

My mieliśmy szczęście, a w marcu to wcale nie było takie pewne.



Rozrzedzone powietrze utrudniało chodzenie, w niektórych miejscach czuć było siarkę, mówili że będzie zimno, że duży spadek temperatury, co się okazało, nie tego dnia. Maszerowaliśmy z kurtkami w ręku wyznaczoną ścieżką, by z każdej strony podziwiać krajobraz. To jak pięknie tam na górze jest nie do opisania i nie do przedstawienia na żadnym zdjęciu, podobnie jak świadomość tego, że jest się tak wysoko, i że wyżej nigdy się nie było. I pewnie długo nie będzie. Patrzyliśmy na wyświetlacz aparatu, na zrobione zdjęcie i próbowaliśmy dopasować je do świata przed nami. Za każdym razem efekt był nijaki, nawet w małym stopniu nie oddający rzeczywistości. Patrząc teraz na te obrazy próbuję przywołać w pamięci moment gdy tam byłam, gdy pogoda była idealna i z góry dostrzec można było inne wyspy. 







Świat jest tak bardzo ciekawy, a są ludzie, którzy na Teneryfę jadą tylko po to, by przez dwa tygodnie poleżeć na plaży. Są ludzie, których omija to wszystko, może świadomie, a może nie. I mówi się później, że na tej wyspie to nic nie ma, że hotel przy hotelu i januszowe wakacje. A to tak bardzo nieprawda i tylko od nas zależy, którą opcję wypoczynku wybierzemy.


You Might Also Like

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

[name=Kasia] [description=czytajswiat@gmail.com]